Osobiscie uwazam, ze stek well done, czyli dobrze wysmazony, to najgorsza krzywda, jaka mozna wyrzadzic dobremu kawalkowi miesa. Nawet najlepsza poledwica bedzie smakowac wtedy jak podeszwa. Ja lubie moje steki lekko rozowe w srodku, delikatne, soczyste. Do tego lekka salatka - i wiecej nie trzeba.
Dzisiejszy przepis, wyszperany specjalnie na powitanie nawroconego na steki Mezczyzny, znalazlam tutaj. Zamiast grilla, ktorego nie mam jak rozpalic z racji braku ogrodka, uzylam patelni grillowej. Zmienilabym w nim tylko jedno: skrocilabym czas smazenia/grillowania stekow do 2 minut, tak, by byly jeszcze bardziej miekkiei delikatne. Ale to juz jest kwestia upodoban.
Stek z pieprzem i cytryna i ciepla salatka z ziemniakow
Skladniki:
(na 2 porcje)
- sok z 1 cytryny
- oliwa z oliwek
- 2 chude steki z poledwicy wolowej
- 250 g malych ziemniakow
- 100 g zielonej fasoli
- 250 g pomidorkow koktajlowych
- maly peczek natki pietruszki, posiekanej
Sok z cytryny wymieszac z 3 lyzkami oliwy z oliwek i odrobina soli. Z tak powstalej mieszaniny odlozyc 1 lyzke i nasmarowac steki z obu stron. Mieso posypac swiezo startym czarnym pieprzem.
Ziemniaki gotowac przez 12-15 minut, na ostatnie 2-3 minuty wrzucic do garnka zielona fasole. Odlac i wymieszac z pomidorkami, pietruszka i pozostala mieszanka cytryny i oliwy.
Rozgrzac grill albo patelnie grillowa i smazyc steki przez ok. 2,5 minuty z kazdej strony (stek bedzie medium rare, czyli nie calkiem surowy, ale jeszcze nie suchy). Podawac z ziemniaczana salatka.
A do steku - piosenka. Miesista, a jakze. Foo Fighters, z albumu o wdziecznej i adekwatnej do tematu notki nazwie "Medium Rare".
Z racji muzycznych konotacji (no prosze, nawet nie czuje, ze rymuje) dodaje przepis do akcji Jedzenie z Muzyka w Tle.