Sunday, 6 February 2011

Rozgrzewajaco i jednogarnkowo

Po dlugim spacerze wsrod zielonych parkow, pol i lak potrzeba czegos, co rozgrzeje. Czegos prostego, pozywnego, latwego w przygotowaniu. Czegos, co nie bedzie wymagalo od i tak juz zmeczonych nog calych wiekow stania przy kuchence.
W takie wieczory jak dzisiejszy, kiedy wracam do domu zmeczona, upojona do nieprzytomnosci swiezym powietrzem i glodna jak wilk, ratuja mnie potrawy jednogarnkowe. Ta chodzila za mna juz od jakiegos czasu i musze przyznac, ze nie rozczarowala. Zasmakuje milosnikom pikantnych smakow - dodatek chilli jest wyraznie wyczuwalny. Z przygotowaniem poradza sobie nawet kompletni kuchenni nowicjusze.

Sycylijska potrawka rybna
Skladniki:
(na 2 osoby)
- 1 lyzka oliwy z oliwek
- 3 zabki czosnku
- 2 lodygi selera
- 1 cebula
- 1 filecik anchovy (opcjonalnie - pominelam, bo nie mialam)
- szczypta platkow chilli
- 2 podluzne pomidory (dalam zwykle)
- 125 ml bialego wytrawnego wina
- 400 ml bulionu warzywnego
- 50 g kuskusu
- 250 g filetow z bialej ryby (u mnie dorsz)
- skorka z 1/2 cytryny
- odrobina posiekanej natki pietruszki

Czosnek i seler pokroic w plastry, cebule przepolowic i pokroic w cienkie piorka. Oliwe podgrzac w szerokim garnku albo na patelni, dodac czosnek, seler, cebule, anchovy i chilli, doprawic sola i pieprzem i gotowac przez okolo 10 minut, uwazajac, zeby sie nie przypalilo. Dodac pokrojone w kostke pomidory, gotowac kolejne 2-3 minuty. Wlac bulion i wino, doprowadzic do wrzenia i gotowac okolo 2 minut, potem dodac kuskus, zmniejszyc ogien, dodac rybe, przykryc calosc przykrywka i dusic przez 5-7 minut, az ryba bedzie gotowa. Podawac oproszone skorka z cytryny i udekorowane natka pietruszki.


Przepis dodaje do ekspresowej akcji.

Saturday, 5 February 2011

Dwa razy "B", czyli babka i brownies

Ech, zaszalalam.
Wszystko zaczelo sie od tego, ze kupilam w Lidlu nowa forme. Piekna, silikonowa, z kominem, o ciekawym, kwiatowym ksztalcie. A wiadomo przeciez, ze kiedy kupi sie cos nowego, nagle nachodzi czlowieka ogromna ochota, zeby to wyprobowac. Doszlam wiec do wniosku, ze musze koniecznie cos upiec. Najlepiej cos prostego, tak na probe.
A gdzie najlepiej szukac przepisow na slodkie wypieki, jesli nie u Dorotus? Poszperalam, poszperalam i trafilam na idealna babke piaskowa, bardzo podobno do tych, ktore pamietam z dziecinstwa. Z poczatku bylam nieco zdziwiona, ze maki ziemniaczanej jest wiecej niz zwyklej, ale teraz juz wiem, ze dzieki temu ciasto jest bardzo lekkie, puszyste i delikatne. Doskonale do herbaty albo kawy, nie za slodkie, suche, ale nie na tyle, by nie dalo sie go jesc, nie popijajac. W przepisie nie zmienilam wlasciwie nic, podwoilam tylko ilosc skladnikow, bo moja nowa forma jest, lekko mowiac, sporych rozmiarow, i pieklam nieco dluzej (z tego samego powodu).
Warto pamietac, ze ciasta udaja sie najlepiej, jesli wszystkie skladniki maja temperature pokojowa, dlatego jajka i maslo dobrze jest wyjac z lodowki troche wczesniej.
A nowa forma spisala sie doskonale. Babka, oproszona lekko cukrem pudrem, wyglada jak z bajki.


Babka piaskowa
Skladniki:
(na pojedyncza porcje; ja robilam z podwojnej)
- 150 g masla lub margaryny
- 200 g maki ziemniaczanej
- 100 g maki pszennej
- 3 jajka
- 150 g cukru
- 1,5 plaskiej lyzeczki proszku do pieczenia
- ekstrakt cytrynowy do smaku

Maslo zmiksowac na najwyzszych obrotach na puszysta, biala mase. Stopniowo dodawac cukier, caly czas miksujac. Bialka oddzielic od zoltek, zoltka dodawac pojedynczo do masy maslanej, caly czas miksujac. Maki i proszek przesiac, dodac do masy, delikatnie zmiksowac na wolnych obrotach albo wymieszac lyzka. Dodac ekstrakt z cytryny (u mnie poszla cala buteleczka). Bialka ubic na sztywna piane, dodac do ciasta, wymieszac delikatnie lyzka albo mikserem na najnizszych obrotach. Przelac do formy i piec w rozgrzanym do 160 stopni piekarniku przez okolo 1 godzine (u mnie troche dluzej, bo 75 minut).



A drugie "B"? To efekt obietnicy zlozonej pewnej grupie zapalencow, z ktorymi czasem spaceruje sobie po podlondynskich wertepach, polach i lasach. Jutro mamy w planach maly* spacer, a wiadomo, ze nic nie dodaje sil do wedrowki lepiej niz porzadny kawalek czekoladowego brownie.
Mam swoj ulubiony, sprawdzony przepis na brownies, ale od czasu do czasu lubie przetestowac cos nowego. W poszukiwaniu urozmaicenia trafilam - znow u Dorotus - na ten przepis, a ze mialam akurat w domu sloiczek masla orzechowego, doszlam do wniosku, ze wyprobuje.
To byl strzal w dziesiatke. Lekko slonawe maslo orzechowe swietnie komponuje sie z intensywnie czekoladowym, wilgotnym brownie. Dzieki wyraznie wyczuwalnym kawalkom orzeszkow ziemnych ciasto ma tez troche inna teksture. Przyznam sie, ze tym razem nie uzylam mojej ulubionej czekolady Green & Black's, tylko zwyczajnej, supermarketowej, a ze taka czekolada zawiera zwykle wiecej cukru niz te lepszej jakosci, zmniejszylam ilosc cukru pudru dodawanego do masy. I dobrze zrobilam, bo dzieki temu ciasto nie jest mdlaco slodkie, tylko wyraziscie czekoladowe.
To jedne z lepszych brownies, jakie jadlam, bez dwoch zdan. I jestem prawie pewna, ze moja wedrujaca ekipa sie ze mna zgodzi.

* czytaj: 22 km

Brownies z maslem orzechowym
Skladniki:
- 180 g masla
- 150 g gorzkiej czekolady
- 250 g cukru pudru (ja dalam 200 g)
- 4 jajka
- 1 lyzeczka ekstraktu waniliowego
- 140 g maki
- szczypta proszku do pieczenia
- 35 g kakao
- 50 g posiekanej gorzkiej czekolady
- 95 g masla orzechowego z kawalkami orzechow

Piekarnik rozgrzac do 160 stopni. Czekolade rozpuscic wraz z maslem na malym ogniu. Lekko przestudzic. Dodac cukier, jajka, ekstrakt waniliowy, make przesiana z proszkiem, kakao i posiekana czekolade. Wymieszac (ja mieszalam mikserem, ale mozna i recznie). Wlac do wylozonej papierem do pieczenia blachy (u mnie niska, prostokatna). Na powierzchnie ciasta wykladac mala lyzeczka maslo orzechowe, wymieszac nozem albo patyczkiem do szaszlykow, tworzac na powierzchni esy-floresy. Piec okolo 40 minut (ja pieklam niecale 30 - brownie musi byc lekko klejace i wilgotne).


Friday, 4 February 2011

Marokanska salatka, czyli znow po arabsku

To juz druga odslona naszego wspolnego gotowania w ramach akcji Festiwal Kuchni Arabskiej. Dzis bezmiesnie, ale wcale nie mniej sycaco. Bo co jak to, ale ta salatka idealnie zaspokaja glod, dlatego nadaje sie jak znalazl na lunch w pracy albo lekka kolacje. Wszystko dzieki ciecierzycy, ktorej urok dopiero niedawno zaczelam odkrywac. Spora ilosc baklazana na pewno przypadnie do gustu jego milosnikom. Mnie najbardziej zachwycil dressing: doskonale polaczenie slodyczy miodu, kwaskowatosci cytryny i aromatu przypraw.
Mozna podac do niej chlebek pita, mozna tez zajadac sama.

Marokanska salatka z baklazanem i ciecierzyca
Skladniki:
- 2 baklazany 
- 2-3 lyzki oliwy z oliwek
- 400 g ciecierzycy w puszce
- spory peczek posiekanej swiezej kolendry
- 1 czerwona cebula, drobno posiekana
Dressinh:
- po 1 lyzeczce papryki i kuminu
- 1 lyzeczka plynnego miodu
- sok z 1 cytryny
- 4 lyzki oliwy z oliwek


Baklazana pokroic w grube plastry, ulozyc na kratce w piekarniku, lekko przesmarowac oliwa, posypac sola i pieprzem i grillowac, az lekko zbrazowieja. Przewrocic na druga strone, powtorzyc. Caly proces powinien trwac 8-10 minut. Wyjac z piekarnika, kazdy plaster przeciac na 4 czesci. Ciecierzyce odsaczyc i oplukac, wsypac do miski, dodac baklazan, kolendre i czerwona cebule. Wymieszac dobrze skladniki dressingu, zalac nim salatke.




Przepis bierze udzial w Festiwalu Kuchni Arabskiej. Eve, Shinju i Malwinnie, a takze Malgosi, ktora kucharzyla z nami po raz pierwszy, dziekuje za wspolne gotowanie!

Thursday, 3 February 2011

Fiesta Mexicana!

Kuchnia meksykanska kojarzy mi sie przede wszystkim z wyrazistymi, ostrymi smakami. Pamietam moja pierwsza wizyte w meksykanskiej restauracji: zamowilam ostre skrzydelka kurczaka z sosem z niebieskiego sera. Gdyby nie sos (i pokazny dzban Tequilla Sunrise), poprzestalabym pewnie na jednym kesie. To bylo jeszcze zanim przyzwyczailam sie do roznych smakow, w moich "niejadkowych" czasach. Ale do dzis na wspomnienie tych skrzydelek robi mi sie goraco.
Nie wiem, ile moje enchiladas maja wspolnego z tymi autentycznymi. Sa zaskakujaco lagodne, pewnie dlatego, ze przepisy, z ktorych korzystalam, sa tak pomyslane, by odpowiadaly podniebieniom i brzuchom dzieci. Sos robilam wedlug tej receptury, zmniejszylam tylko proporcje (przepis podaje juz ze zmianami), a mieso przyrzadzilam wedlug tego przepisu, modyfikujac go odpowiednio. Pominelam baklazana, bo, jak sie okazalo przy okazji wczorajszej salatki (o ktorej wiecej jutro), moj wszystkojedzacy Mezczyzna za tym akurat warzywem nie przepada i tyle. Czerwona cebule zastapilam zwykla, brazowa. Papryki czerwonej nie mialam, ale zielona doskonale sie sprawdzila. Choc gora zmywania po przygotowaniu takiego dania moze przerazic niektorych, danie jest bardzo proste do zrobienia.



Enchiladas z indykiem
Skladniki:
(na 4 sztuki)
Na sos:
- 1 lyzka oliwy z oliwek
- 1/2 cebuli, drobno posiekanej
- 1/2 lyzeczki czosnku przepuszczonego przez praske
- 1/2 lyzeczki suszonego oregano
- 400 g siekanych pomidorow w puszce
- 1 lyzka koncentratu pomidorowego
- 1 lyzka koncentratu z suszonych pomidorow
- 1 lyzka cukru

Olej rozgrzac na patelni, podsmazyc cebule przez 5 minut, dodac czosnek i smazyc przez kolejna minute. Dodac pozostale skladniki, doprowadzic do wrzenia i gotowac na malym ogniu przez 20 minut, az zgestnieje (u mnie wystarczylo 10 minut). Doprawic sola i pieprzem, zmiksowac na gladka konsystencje.

Na nadzienie:
- 1 lyzka oliwy z oliwek
- 1 zabek czosnku, przepuszczony przez praske
- 1 posiekana czerwona cebula (dalam brazowa)
- 1 drobno pokrojona czerwona papryka (dalam zielona)
- 1 pokrojony w kostke baklazan (pominelam)
- ok. 170 g mielonego indyka
- 85 g startego sera cheddar

Oliwe podgrzac w garnku, dodac cebule, czosnek, papryke i baklazana. Smazyc przez 5 minut, potem dodac mieso (ja doprawilam je rowniez sola i pieprzem) i gotowac przez 5-7 minut, az lekko sie zrumieni. Dodac polowe sera i gotowac jeszcze przez chwile, az sie rozpusci.

Do tego:
- 4 tortille

Farsz podzielic na 4 porcje i nadziac nim tortille, po czym zwiniete ulozyc w naczyniu zaroodpornym, polac sosem i posypac pozostalym serem. Piec w rozgrzanym do 180 stopni piekarniku przez okolo 15-20 minut.

Tuesday, 1 February 2011

Shish taouk, czyli libanskie szaszlyki

Nic tak nie laczy ludzi, jak wspolne gotowanie, a zaczynajaca sie dzisiaj arabska akcja Panny Malwinny jest doskonalym pretekstem, by wraz z Eve, Malwinna i Shinju dokonac kuchennej synchronizacji i upichcic cos razem, choc na odleglosc.
Na pierwszy ogien ida libanskie szaszlyki z kurczaka, czyli Shish Taouk. Ogien to odpowiednie slowo - szaszlyki sa bardzo pikantne i aromatyczne. Dobrze podac do nich cos, co troche zlagodzi ich smak. Na naszym stole towarzyszyla im szybka i niewyszukana surowka z salaty, ogorkow i pomidorow oraz chlebki pita (o ktorych wiecej innym razem). Jako amatorka intensywnych smakow z reka na sercu moge powiedziec, ze to jedna z najlepszych wersji kurczaka, jakie jadlam w zyciu i jeden z tych przepisow, do ktorych z pewnoscia bede wracac.

Shish Taouk
Skladniki:
(na 6 osob - robilam z polowy porcji)
- 6 filetow z piers kurczaka
- 3 zmiazdzone zabki czosnku
- 1/4 szklanki oliwy z oliwek
- sok z 1 cytryny
- 1 lyzka mielonej papryki
- 6 uncji (czyli okolo 170 g) koncentratu pomidorowego
- 1 szklanka jogurtu naturalnego
- 2 lyzki sumaku
- 1 lyzeczka soli
- 2 lyzeczki mielonego czarnego pieprzu

Kurczaka pokroic na nieduze kawalki nadajace sie do nawleczenia na patyczki. Wymieszac wszystkie skladniki na marynate, wrzucic do niej kawalki miesa i marynowac w lodowce przez 2 do 8 godzin. Tak przygotowane kawalki kurczaka nawlec na patyczki do szaszlykow. Grillowac albo piec w piekarniku, az mieso bedzie gotowe (ja najpierw zapiekalam przez okolo 15 minut, a potem grillowalam w piekarniku przez kolejne 8).



Przepis bierze udzial w festiwalu kuchni arabskiej.